sobota, 21 marca 2015

Rozdział I

Obudziłam się ze łzami w oczach. Wstałam i otarłam łzy po czym spojrzałam na zegarek. Godzina była wczesna. Dochodziła 7:30 i zapowiadało się na cudowny dzień. Szybko zapominając o nieprzyjemnym śnie zaścieliłam łóżko, wzięłam pierwszą sukienkę z szafy i poszłam się odświeżyć. Przecież nikt nie chce zmarnować tak wspaniałego wakacyjnego dnia, prawda? Zeszłam na śniadanie, które przygotowali mi kuzyni zanim wyszli do pracy (moi rodzice zginęli w wypadku gdy miałam 2 lata i zajmują się mną dwaj kuzyni Kerberos i Yue. Mieszkamy w średniej willi niedaleko Tokio). Tego dnia byłam już umówiona z moimi przyjaciółkami Hikari Higurashi i Yui Kusanagi. Miałyśmy jechać dziś na plażę by rozweselić Yui (od powrotu z zakończenia roku zachowuje się dziwnie. Gdy wracałyśmy plotkując o planach na wakacje, ona nagle zaczęła płakać i pobiegła do swego domu, czyli świątyni. Na drugi dzień przepraszała nas za swoje zachowanie, ale od tamtego czasu jest dziwnie przybita). Byłyśmy umówione na 10:30 pod świątynią Kusanagi (Yui należy do rodziny kapłanów, skąd nazwa świątyni i jej nazwiska) a potem prosto na plażę. Miałam jeszcze masę czasu, więc postanowiłam odwiedzić mojego wierzchowca w stajni. Oprócz miłości do śpiewu i pięknego głosu, który ponoć odziedziczyłam po matce, udzieliła mi się miłość do jazdy konnej i tych cudownych zwierząt. Mój wcześniej wspomniany wierzchowiec nazywa się Black Prince i jest to kary ogier rasy arabskiej.  Raz dwa poszłam do stajni. Gdy tylko weszłam dało się słyszeć stukot kopyt i cudowne rżenie mojego konika. Podeszłam do niego z wielkim uśmiecham na twarzy. 
~Ohayo Prince! Masz ochotę na coś pysznego? - tu wyciągnęłam jabłko z kieszeni i podałam ogierowi. To takie cudowne uczucie jak końskie chrapy dotykają ręki :3 ! - Chcesz się może przejechać? - spytałam po czym usłyszałam radosne uderzenie kopytem, co u niego znaczy "Jak najbardziej" 
Szybko wróciłam do pokoju i przebrałam się. Rano było jeszcze chłodno, więc ubrałam długie brązowe bryczesy, czarną bluzkę 3/4, ciemno-brązowe oficerki oraz toczek w tym samym kolorze. Wróciłam do Prince'a i oporządziłam go. Wyczyściłam kopyta, dokładnie wyszczotkowałam sierść, ogon i grzywę po czym osiodłałam go. Zajęło mi to prawie godzinę, ale w końcu ruszyliśmy przed siebie.  
*** 
Galopowaliśmy przez piękny lasek, który był przepełniony starymi dębami.  Panowała cisza przerywana tylko ćwierkaniem ptaków. Każda chwila spędzona w tym lesie wydawała się magiczna. Od zawsze odczuwałam bliską więź z fauną jak i florą i to nie tylko w Japonii. Szczerze to najlepiej czuję się na wsi, w lesie lub na łące oddalona od miast i komunikacji miejskiej. Żeby bardziej nacieszyć się dźwiękami natury docisnęłam dwie łydki by Prince przeszedł w kłus a następnie dałam jedną łydkę i już szedł spokojnym stępem.  Droga, którą zawsze jechaliśmy prowadziła do sarego pałacu. Krążą plotki, że jest nawiedzony i mieszkają w nim youkai. Raz nawet ja, Yui i Hikari postanowiliśmy tam wejść i to sprawdzić. Miałyśmy wtedy ok 6-7 lat. Wystraszone chodziłyśmy po ciemnym korytarzu i jak już miałyśmy wchodzić na drugie piętro Hikari potknęła się, narobiła wielkiego hałasu i obudziła śpiące na suficie nietoperze. Z krzykiem i płaczem pobiegłyśmy do domu Yui. Do dziś mamy z tego kupę śmiechu xDDZaśmiałam się cicho wspominając to wydarzenie. Poklepałam Pince'a po kłębie i dałam  smakołyk jako nagrodę za wytrwałość oraz dodać chęci na dalszą jazdę. Gdy dojechaliśmy do wspomnianego "opuszczonego" domu okazało się, że nie jest tak opuszczony jak się wydawał. Należał do kogoś i co więcej ten ktoś właśnie się tu wprowadzał! A to nowina! Ktoś wprowadzał się w bezludną okolicę?! Przecież oprócz mnie i moich kuzynów, Hikari, która mieszkała z ojcem kilometr ode mnie w dość dużym domu jednorodzinnym i Yui z rodziną opiekującą się świątynią nie ma innych ludzi. Wzięłam telefon do ręki sprawdzając godzinę. Była równo 9:00, więc miałam jeszcze półtorej godzinki do spotkania z przyjaciółkami. Ciekawość wzięła górę i postanowiłam przyjrzeć się bliżej nowym sąsiadom.  
Skierowałam się galopem w stronę domu i wtedy bam...! Prince stanął dęba, ja wylądowałam na ziemi. Wstałam i zobaczyłam złotowłosego przystojnego chłopak leżącego przed moim koniem. Był po postu jak wyciągnięty z obrazka <3. Gładka lekko opalona skóra, złote włosy sięgające do połowy placów i niebieskie jak ocean oczy. Ubrany był w białą koszulkę z wydrukowanym czarnym krawatem, na niej narzuconą zieloną koszulę w kratkę i spodnie jeansowe 3/4. Szybko podniosłam się, żeby uspokoić spłoszonego konia. Pogłaskałam go po szyi i pocałowałam w białą strzałkę na głowie 
~Spokojnie kochany - szepnęłam do ucha - już dobrze, uspokój się.  
Gdy Pince był już spokojny podbiegłam do wstającego już z ziemi chłopaka i powiedziałam z niepokojem 
~ Bardzo cię przepraszam. Nie patrzałam przed siebie. Nic ci się nie stało, może zadzwonić na pogotowie? 
~ To nie będzie konieczne - odpowiedział z uśmiechem - nic się nie stało i to nie twoja wina. Jestem bardzo niezdarny. A z tobą wszystko w porządku? W końcu spadłaś tak gwałtownie i pewnie bardzo bolą cię plecy - Kyaaaa! On jest cudowny! Jego oczy i wgl głos taki hipnotyzujący  
~ Tak, może trochę bolą, ale to nie pierwszy i na pewno nie ostatni raz jak spadam z konia. Zwłaszcza, że ten oto narwaniec lubi ekstremalne warunki jazdy - tu wskazałam na ogiera, który skubał sobie zieloną trawkę - Jeszcze raz ogromnie przepraszam. Jestem Erin Kinomoto mieszkam niedaleko, a ty jak się nazywasz? -spytałam mając nadzieję, że nie jestem zbyt nachalna 
~ Bardzo mi miło Kinomoto-san - chwycił moją rękę i musną ją lekko wargami OMG *o*! - Nazywam się Balder Hringhorni i jestem uradowany faktem, iż będziemy sąsiadami 
~ Wprowadzasz się do tego domu? - pytając wskazałam remontowaną starą rezydencje  
 ~ Tak, razem z moimi przyjaciółmi i wychowawcą przyjechaliśmy na wakacje do Japonii. Mamy zamiar odwiedzić naszą dawną koleżankę z klasy 
Hmmm... ciekawe o kim mowa?  Zazdroszczę tej dziewczynie kimkolwiek jest. 
~ To super - uśmiechnęłam się do niego - może jeszcze kiedyś porozmawiamy? Może w bardziej przyjemnych okolicznościach - zaśmiałam się cicho i wsiadłam na wierzchowca  
~ Czekam na to z niecierpliwością. Przedstawię ci również resztę moich kolegów. Oczywiście jeśli chcesz? 
~ Brzmi fajnie. To może jutro o 10:00 na polanie niedaleko stąd? Spotkamy się w tym miejscu i was zaprowadzę. I ja też przedstawię was moim przyjaciółką. Nie masz nic przeciwko? 
~Ależ skąd! Chcę je poznać i inni pewnie też. No to do zobaczenia jutro - pożegnaliśmy się po czym  pogalopowałam w stronę domu. 
*** 
Balder wpatrywał się jeszcze trochę na odjeżdżają koleżankę. Bardzo cieszył się, że poznał kogoś nowego. W dodatku ludzką dziewczynę!  
~Erin to bardzo ładne imię - powiedział sam do siebie i uśmiechał się - "dzikie jabłko" pasuje do niej. 
Wydawała się jakaś niezwykła. Nie umiał wyjaśnić tego dziwnego uczucia, które pojawiło się gdy tylko ją zobaczył. Długie, falowane i złociste włosy, blada skóra i oczy błękitne jak czyste niebo. Była pogodna i zabawna a w dodatku bardzo miła. Czy wszystkie ludzkie kobiety takie są? Znał już jedną przed Erin i były w pewnym sensie podobne, lecz Yui dość długo trzymała dystans między nim i jego kolegami. Cóż pewnie dlatego, że znała ich sekret. Z rozmyślań wytrąciło do szturchnięcie w ramię. Za nim stał czerwono-włosy chłopak  bladej karnacji i figlarskim wyrazem twarzy. 
~ Hej Balder, wszystko okay? Chodź zobaczysz co zrobiłem Takeru jak spał xD - zaczoł się głośno śmiać lecz Balder tylko głośno westchnął 
~ Loki! Czy ty zawsze musisz sprawiać takie kłopoty? 
Niom <3 bo to kocham! - powiedział robiąc słodką minkę - A ty co tak wpatrywałeś się w przestrzeń, co? Spotkałeś kogoś? - zapytał szturchając go w ramię i uśmiechając się 
~ Wiesz... właściwie to tak. Poznałem ludzką dziewczynę o imieniu Erin i wiesz co? Mieszka niedaleko stąd. Jutro chcę was jej przedstawić a ona przedstawi nam swoje przyjaciółki - powiedziawszy to uśmiechnął się do kolegi po czym udał się w stronę domu. 
Loki wpatrywał mu się przez chwilkę i dołączył do niego. 
~ Ciekawe - pomyślał - bardzo ciekawe. Kim jest dziewczyna, która sprawiła, że Balder się tak zachowuje? Hehe zapowiada się niezła zabawa na Ziemi :3  

Prolog

Znowu miałam ten dziwny sen. Była to noc z piękną tarczą księżyca. Latałam ponad chmurami na białych skrzydłach, które miałam na plecach.  Czułam się wyśmienicie, tak jakbym urodziła się właśnie po to by latać. Nagle odzywa się kobiecy głos mówiący "Księżniczko Erin przebudź się i odnajdź swoje królestwo. Przywróć spokój w sercach swego ludu i sprowadź ich do domu". Głos ten był łagodny, lecz dało się w nim wyczuć zmartwienie i obawę. Powtarza się to trzy razy. Po raz ostatni słyszę go jak dolatuję do pięknego biało-srebrnego pałacu. Był podłużny w kształcie prostokąta. Miał dwie strzeliste wierze po dwóch swoich stronach a w samym środku widniała piękna kopuła w kształcie kwiatu tsubaki. Przed pałacem znajdował się dziedziniec z piękną  fontanną w kształcie słonica i księżyca. Część słoneczna była złota a księżycowa była srebrna. Obie lśniły , gdy tryskała z nich woda. W nocy wyglądało to jak srebrne kryształki lecące w górę i znikające w toni wodnej. Za pałacem dostrzegłam ogród z pięknymi różami, wdzięcznymi wielokolorowymi kaliami oraz drzewami sakury, które były w pełnym rozkwicie. W środku ogrodu znajdował się labirynt z wysokich bukszpanów.  Widok tego wszystkiego sprawiał wielkie wrażenie i zapierał dech w piersiach, ale coś było nie tak. Było pusto i bardzo cicho.  
 Może z powodu pory nocnej... ~ pomyślałam w jednej chwili, ale czułam że to nie tak. 
Z rozmyślań wyrwał mnie huk za moimi plecami i lodowaty wiatr. Rozum podpowiadał " Nie odwracaj się, to bardzo zły pomysł" a w sercu czułam, że po prostu muszę stawić temu czoła. Odwróciłam się i dostrzegłam czarną sylwetkę zasłoniętą kapturem. W ręku trzymał miecz a za nim rozlewała się ciemność pochłaniająca wszystko.  
Kim jesteś i czego chcesz? - zapytałam drżącym głosem czarnej postaci 
W odpowiedzi usłyszałam tylko złowieszczy śmiech po czym postać rzuciła się na mnie i zaczęła dusić. Próbowałam uwolnić się z uścisku napastnika, lecz z każdym ruchem stawałam się coraz słabsza, tak jakby zabierał całą moją energię. Otoczyła mnie bezgraniczna ciemność, więc nie wdziałam nic poza złośliwym uśmiechem postaci. Zaczęłam tracić przytomność. Powieki same się zamykały, lecz miałam przeczucie, że nie mogę im na to pozwolić. Bałam się. Starałam tłumaczyć sobie "Erin to tylko sen. TO TYLKO SEN!", I w tedy wszystko potoczyło się bardzo szybko. 
 W ciemności pojawiło się światło, które odrzuciło czarną postać. Dostrzegłam mężczyznę z blond włosami i krótką brodą o takiej samej barwie oraz złotymi oczami. Ubrany był w czerwoną szatę sięgającą aż do stóp. Na barkach miał białą pelerynę oraz pas na biodrach w tym samym kolorze. W ręku trzymał laskę zakończoną piorunem. Obok niego stał piękny chłopak również o blond włosach sięgających do pasa i zielonych oczach. Tors miał odkryty a od pasa w dół zawiązaną białą chustę sięgającą do stóp oraz niebieski "szal" unoszący się w powietrzu aż do szyi. Jego ciało pokrywały złote tatuaże o dziwnych wzorach. Był jeszcze blado-skóry mężczyzna o szarych włosach i ciernistą koroną na głowie. Miał niespotykane oczy. Lewe oko miał złote jak słońce a prawe czerwone jak krew. Ubrany był w ciemną szatę owiniętą wokół ciała tak jak to nosili starożytni Grecy. Na ręku miał niebieską bransoletę. Skojarzyli mi się z bogami... Nagle chłopak o zielonych oczach podbiegł do mnie. 
- Hej, wszystko w porządku?! Otwórz oczy! - chłopak mówił do mnie z takimi smutnym wyrazem twarzy - Hadesie ona jest cała zimna! Chyba nie...  
Szaro-włosy mężczyzna o imieniu Hades oraz  złoto-włosy dołączyli do towarzysza. Hades położył mi rękę na sercu i zasmucił się. Odezwał się do złoto-włosego mężczyzny: 
- Jest już dla niej za późno - rzekł zamykając oczy po czym odezwał się do mnie - Królowo, bardzo nam przykro z tego powodu. Gdybyśmy przybyli wcześniej.... 
Jego słowa mnie zdziwiły. Królowo?! Że co proszę?! Ale dobra, przecież to tylko sen, prawda? Nagle moja ręka sama zaczęła unosić się w ich kierunku a z gardła wyrwał się głos, który na pewno nie należał do mnie. Głos należał do kobiety, która nazwała mnie księżniczką. Wyciągając rękę z ledwością powiedziała/m (no bo przecież wszystko słyszałam a to nie byłam ja więc...) : 
- Mój mąż.... i  wiele innych dzielnych aniołów poświęciło swe życie- powiedziała/m łamiącym się głosem - Ale wiele mych ludzi zdołało uciec. Uratowałam także moją córkę wysyłając ją w inny wymiar. Proszę, opiekujcie się mym królestwem dopóki nie wróci... - tu głos się urwał a ja/ona zasnęła wiecznym snem.